Z tym zamkiem było tak... Wracaliśmy drogą 756 z Szydłowa na północ do domu po objeździe zamków w okolicach bieszczad, było już po 18.00 my gdzieś ponad 300 kilometrów od domu, rano o 6.00 trzeba wstać do pracy a tu jak na złość przy drodze stoi tablica: "do ruin zamku 3 km". I co nie skręcisz? Co tam wory pod oczami w pracy na drugi dzień jak tu ruinke można zwiedzić. No dobra... szybkie hamowanie i jedziemy... najpierw trochę asfaltu a potem po piaskowej drodze, po jakimś czasie skręt w prawo (patrz następny znak) i dalej prosto aż do słupa z tablicą i strzałką informującą o ruince. Dalej już tylko na piechotkę po mostku przez małą rzeczkę i jesteśmy na niewielkiej łące.Przechodzimy ją w poprzek i po jej drugiej stronie szukamy ścieżki z barierką pod góre. Cały czas tą ścieżką i dochodzimy na miejsce. Tylko uwaga! Te ruinki są tak niewielkie i słabo zachowane że można się nie spostrzec że jest sie na miejscu i iść dalej. Widać zresztą na zdjęciach.
Prowadzone tam prace archeologiczne wykazały, że budowa zamku przypadała prawdopodobnie na I poł. XIV w. przez kogoś z rodu Odrowążów. W roku 1357 zamek przeszedł w ręce Kurozwęckich a od początku XV w. budowla została przez nich częściowo rozebrana. Reszta posłużyła w latach późniejszych okolicznym mieszkańcom jako źródło budulca. Podobno w 1959 r. jeden z mieszkańców przyległej wsi podczas wykopywania drzewa znalazł skarb z tego zamku, było to 91 polskich, niemieckich i szwedzkich monet z XVI i XVII wieku.